Nawrócenie Briana Welcha byłego wokalisty zespołu "Korn"

Niestety większość czołowych, współczesnych artystów/zespołów muzycznych (szczególnie tych działających na terytorium krajów "wysoko rozwiniętych", jak np. USA, Anglia, Holandia, Francja i.in.) jest "umoczonych" w narkotyki, rozwiązłość seksualną i satanizm. Wiele z nich dodatkowo eksponuje to wszystko w teledyskach, a współczesne, rozwiązłe pokolenie Zachodu chłonie to wszystko jak gąbka. W Polsce na szczęście to zjawisko jest dość ograniczone, choć mimo wszystko rocznie umoczonych jest w to tysiące młodych ludzi - tych, co to szukają "czegoś innego", bowiem nie otrzymali ze strony swej rodziny właściwego wsparcia moralnego, właściwych wartości.

 

Obecnie na świecie w branży muzycznej jest już tak moralnie źle (szczególnie w muzyce hip-hop, metal i rock), że gdy do prasy dostaje się informacja o tym, że któryś z artystów nawrócił się ze złej drogi, wówczas z całą pewnością należy uznać to za cud. W przypadku gitarzysty zespołu Korn - najpopularniejszego zespołu muzycznego przełomu XX i XXI wieku w USA - należy tym bardziej mówić o cudzie, gdyż człowiek ten nie tylko zszedł ze złej drogi, ale wręcz postanowił odpokutować swoje dotychczasowe życie i swą nowo rozpoczętą twórczością spróbować odwieźć młodzież od seksu i narkotyków, którymi on sam był przesiąknięty podczas tras koncertowych.

Brian "Head" Welch, jako gitarzysta Korna, osiągnął wielki sukces komercyjny, jednak zrezygnował z kariery w tym zespole. Od kiedy Head nawrócił się na wiarę w Jezusa Chrystusa, gra jedynie metal z chrześcijańskim przesłaniem. 19 czerwca 2010 r. artysta skończył 40 lat.


"Kiedyś po koncercie czekały na mnie seks i narkotyki. Teraz czeka na mnie Jezus, każdego dnia" - twierdzi Brian „Head” Welch, który 20 czerwca 2010 roku zagrał koncert w warszawskiej Progresji. W trakcie występu pojawiły się piosenki z jego jedynej do tej pory płyty solowej: „Save Me From Myself”, takie jak utwór tytułowy, „Flush” czy „Washed By Blood”.

Gdy ogląda się ww. teledyski, wydawać się może, że artysta nadal krzewi w odbiorcach coś zbliżonego do tego zła, jakie rozsiewał podczas koncertów z Kornem. Żeby właściwie zinterpretować obecny przekaz artysty, należy wczuć się w mentalność amerykańskiej młodzieży i orgii, jakie współcześnie na imprezach w USA są czymś standardowym. Head używa zbliżonego przekazu, aby wskazać młodzieży inną drogę oraz konsekwencje wyboru tej złej, w której tkwią. W Polsce takie podejście w większości spotkałoby się z odrzuceniem, bowiem młodzież bądź co bądź moralnie plasuje się wyżej, a metal nie jest popularny tak, jak na Zachodzie. Trzeba jednak zrozumieć artystę - nadaje swój przekaz w taki sposób, jakiego został nauczony przez swe dotychczasowe życie. Przekaz ten jest silnie związany z gatunkiem muzycznym, jakim jest metal.

W 2005 roku rynek muzyczny obiegła sensacyjna informacja, że gitarzysta zespołu Korn opuszcza grupę:

"Wybrałem Pana Jezusa Chrystusa jako mojego wybawcę i jemu poświęcę moje muzyczne starania" - powiedział w trakcie konferencji prasowej. 10 marca 2005 roku został ochrzczony w rzece Jordan. Opublikował swoją autobiografię pt. "Uchroń mnie przede mną", a później także jej „lżejszą”, przeznaczoną dla nastolatków, wersję pt. "Obmyty we krwi".

Muzyk mówi, że to Jezus Chrystus uratował go od nałogu narkotykowego:

"W jakiś sposób przypomina mi to intensywną miłość, którą czułem do mojej córki Jeanne, kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz podczas porodu" - mówi o swoim nawróceniu. "Jednak tym razem, to ja byłem dzieckiem, które otrzymywało miłość, a Bóg był ojcem, który wlał we mnie swoją miłość oraz Ducha Świętego"