Świadectwo Frenchmana

"Cała moja historia nawrócenia zaczęła się latem 2010 r.  Schodząc ze sceny po koncercie z Jamal’em we  Wrocławiu na wyspie Słodowej, podeszła do mnie kobieta, której nigdy wcześniej  nie widziałem na oczy. Poprosiła czy może ze mną zamienić słowo. Zabrała mnie na bok, pogratulowała za koncert, po czym zmieszana, nie wiedziała od czego zacząć i zapytała prost – „Czy jesteś gotów umrzeć za Jezusa Chrystusa?” Po dłuższej chwili namysłu, odpowiedziałem jej, że nie jestem na to gotowy. Po czym dodała, żebym się nie martwił, że Jezus Chrystus mnie bardzo kocha i, że w pewnym momencie swojego życia będę miał do wyboru między pozostaniem neutralnym a pójściem w Jego ślady…

 

Minęło kilka miesięcy i pewnego poranka miałem bardzo wyraźny sen: Akcja odbywała się w kościele do którego uczęszczałem mieszkając w Afryce a dokładnie w Gabonie. Podczas naszego pobytu na czarnym lądzie, proboszcz tejże parafii był biały. We śnie, przemawiał zaś czarny ksiądz. Za księdzem, nad Tabernakulum, był kadr obrazu o kształcie eliptycznym bez płótna w środku. Zadałem sobie więc pytanie- dlaczego nic  w tym kadrze niema? – nagle w odpowiedzi na moje pytanie objawiła mi się Matka Boża płacząca łzami krwi. Ten sen należy do tych snów, których się w życiu nie zapomina. Budząc się, i od razu zadzwoniłem do mojej mamy opowiadając jej ten sen… Mijają kolejne miesiące aż pewnego razu zadzwoniła do mnie i powiedziała, że przyjeżdża do Polski Charyzmatyk z Ugandy (Ojciec John Bashobora) i będzie prowadził przez 3 dni sympozjum na temat religii (pięknie ubrała w słowa rekolekcje, żebym się od razu nie zraził). Dla mnie nie było wątpliwości, że to ksiądz ze snu i, że choćby nie wiem co, to muszę tam być. Pomimo lekkiej niechęci pojechałem do Gdańska (gdzie się odbywały te rekolekcje) i zobaczyłem na własne oczy zderzenie największego zła (szatana) z największym dobrem (Jezusa Chrystusa). W jednym miejscu i czasie, byłem świadkiem co takie zderzenie powoduje u osób zniewolonych, dręczonych i opętanych. Nieludzkie krzyki, ataki pseudo padaczkowe, rozrywane różańce kapłanów, którzy się nad nimi modlili. Fizycznie również miałem do czynienia z złymi duchami w mieszkaniu mojego przyjaciela. Nagle dostałem 40 stopni gorączki, lał się ze mnie zimny pot i czułem się bardzo źle. Trzeba też wspomnieć, iż byłem tuż po komunii świętej drugiego dnia rekolekcji. W pewnym momencie, zza ściany na której wisiał obraz, mój przyjaciel wyciąga statuetkę jakiegoś małego bożka afrykańskiego, który dał mu ojciec po powrocie z Afryki (tam się razem wychowaliśmy razem przez parę lat). Nie miałem żadnej wątpliwości co do działania rzeźby, wiedziałem, że ona jest przyczyną mojego złego poczucia i całej „choroby”. Dowodem na to jest kolejna akcja: Mój przyjaciel odwiózł mnie do wynajętego przez nas domku gdzie nocował m.in.  Ojciec Franciszkanin Błażej, który jest przyjacielem rodziny. Wychodząc z samochodu i będąc w tragicznym stanie zdrowotnym (migrena, zimny pot, temperatura, duszności itp…), otwieram drzwi od domu, wchodzę i dosłownie w momencie zapadnięcia klamki wszystko ze mnie zeszło, totalnie wszystko, byłem znów zdrowy jak przed wejściem do pokoju mojego przyjaciela.Było to pierwsze takie doświadczenie w moim życiu, nigdy wcześniej tego nie poczułem. Poszedłem więc do swojego pokoju, nie czułem już kompletnie nic, żadnych dolegliwości. Przeczytałem fragment Biblii i zasnąłem jak anioł. Na rekolekcjach w Gdańsku dokonał się cud mojego nawrócenia wymodlony przez Moich rodziców. Dowiedziałem się później, że w bieżącym roku odprawiali w mojej intencji Nowennę (przez 9 miesięcy codziennie różaniec, 2 razy w tygodniu post o chlebie i wodzie i codzienna msza Święta w mojej intencji) prosząc Matkę Przenajświętszą o moje nawrócenie. Rozpoczęli niechcąco w dniu Św. Moniki, która była matką Św. Augustyna, który też walczył z kościołem a po 30 latach wymodlenia jego mamy się nawrócił. Po tym jak zakończyła się Nowenna, po modlitwie wstawienniczej, moja mama dostała dla mnie słowa, których płyta jest zwieńczeniem – „Idź do młodych i powiedz im, że nie ma Boga tam gdzie Go szukają” oraz dostałem patrona – Św. Jan Bosco od trudniej młodzieży.

Po moim nawróceniu, nagrałem płytę pt. „Świadectwo”, którą sam wyprodukowałem i wydałem. Jest to płyta, z wieloma przemyśleniami na temat wiary, show-biznesu, i życia. Teraz wraz z zespołem RAJAH szykujemy akustyczną płytę. Równolegle jeszcze pracuję nad swoim drugim solo. 

Niech was Bóg Miłosierny prowadzi śladami Syna bo tylko wtedy nie zaznacie lęku.

Mr Frenchman aka Mc misyjny aka dj Lifesaver."

Źródło: www,frenchman.com.pl